|
Blog zdominowany przez zafascynowanie Thalą, Udayem Kiranem, kollywoodem i kinem marathi.
Blog > Komentarze do wpisu
Shwaas (2004)
Filmy marathi coraz to bardziej mnie fascynują. A i nie ukrywam, że potrzebna mi odmiana. Do obejrzenia tego filmu skusiła mnie zarówno tematyka, jak i odtwórca roli lekarza, czyli Sandeep Kulkarni, który to wcześniej poraził mnie swoim występem w "Dombivli Fast".
Pewnego dnia, do gabinetu znanego i cenionego lekarza, dr Milind Sane(Sandeep Kulkarni), przychodzi dziadek Vichare (Arun Nalavade) z wnukiem, Paarshą(Ashwin Chitale). Chłopiec coraz gorzej widzi, przec co musiał porzucić szkołę. A i jest to uciążliwe, nie tylko dla niego. Jego rodzicie postanowili, że trzeba mu zrobić badania w mieście. Chłopiec cierpliwie znosi cały ich trud. Przy ich okazji poznają Asawari (Amruta Subhash) pracownika społecznego. Gdy wszystkie konieczne badania zostają wykonane, diagnoza zaskakuje wszystkich... Nikt nie ma odwagi powiedzieć chłopcu, co go czeka. Nikt- ani dziadek, ani Asawari a tym bardziej Milind. Do czasu...
To kolejny film marathi, który obejrzałam a w którym akcja rozwija się powoli. A i sama taka jest- powolna, niespieszna. Na dodatek film jest bardzo sentymentalny. Cała historia dotyczy tylko i wyłącznie aspektu badań i późniejszego leczenia. Czasem pojawiają się obrazy z rodzinnej wioski dziadka i wnuka, kiedy to poznaje się rodziców Paarsha. Jednak tak naprawdę "Shwass" nie o tym opowiada. Cała ta historia chłopca jest tylko pretekstem do pokazania nie tylko dramatu naszych bohaterów ale i swoistej konfrontacji między zapracowanym lekarzem a zagubionym dziadkiem i wnukiem. Trzeba tu też wspomnieć, że dziadek kompletnie nie zna się na współczesnej medycynie, ma wątpliwości co do diagnozy Milinda i chce konsultacji z innym lekarzem. Dla Asawari, która tą sprawą przejmuje się bardziej niż dr. Sane, jest to oczywisty brak zaufania do lekarza. To na nią spada ciężar poinformowania małego chłopca o sposobie leczenia ale również o diagnozie.
Wyżej wspomniałam, że tempo jest powolne. Idealnie jest współgrane z wewnętrzną walką a może raczej wątpliwościami, jakie targają Vicharem. Z jednej strony jest pośpiech, by jak najszybciej zająć się Paarshą a z drugiej strony dziadek przypomina sobie wszystkie szczęśliwe chwile chłopca w rodzinnym domu. To, jak pomagał matce, jego zabawy ale i również psoty. I zdaje sobie sprawę, że być może się to więcej nie powtórzy. Po seansie pomyślałam sobie, że potrzebny był Sane ten konkretny przypadek, by obudziły się w nim zwyczajne, ludzkie uczucia i odruchy. Że tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy z małych radości, jakich może człowiek doświadczyć, a które są tak ważne w późniejszym życiu. Do tego potrzebny był mu prosty Vichare ze swoim wnukiem.
Aktorstwo jest wyśmienite. Naturalne, wdzięczne. Począwszy od Sandeep, przez Arun aż po dziecięcą postać, czyli Ashwin. Kolejna dziecięca rola, która bardzo mi się podobała. Świetnie pokazał zagubionegop w tym wszystkim chłopaka, który za bardzo nie ma pojęcia o tym, co go czeka. Jest zniecierpliwony, momentami nieznośny i przez to taki prawdziwy. Każdy z aktorów jest ważny, każdy ma swoje miejsce i cel, do którego dąży. Nawet pacjenci w szpitalu, którzy przecież pojawiają się tylko na chwilę, jak i pielęgniarki, salowe. Dzięki temu film nabiera autentyczności, co dodatkowo potęgują wnętrza prawdziwego szpitala. W jednej z recenzji pojawiło się zdanie, jakże prawdziwe ;-) Chyba potrafiłabym sobie to wyobrazić i cały ten nastrój, wydźwięk, jaki jest tutaj pęka jak bańka mydlana. "Imagine how such a theme would be conveyed in the average Bollywood production. A Sunny Deol, a Sanjay Dutt, or, if the banner were big enough, an Amitabh Bachchan would stand in a crowded hospital lobby, carrying the inflicted child. Eyes glaring, nostrils flaring, they would shake their fists in the air and threaten to tear apart the entire hospital if their child wasn´t treated immediately." W "Shwaas" jest pewna delikatność, subtelność, poetyka. A przede wszystkim prostota i szczerość, skłaniająca tak naprawdę do refleksji. Co więcej, gdzieś wygrzebałam informację, jakoby film bazował na prawdziwej historii, która wydarzyła się w Pune, w 1992r. Film wzruszył mnie niesamowicie. Nie sposób było mi się oderwać od oglądania.
niedziela, 27 września 2009, nati_88
|