środa, 04 listopada 2009
Jabardast- Aicha Gho
Film posiadam już od dłuższego czasu, jednak brak wolnego czasu uniemożliwia mi obejrzenie go:( A jeśli coś uda mi się obejrzeć, to nie mam za bardzo kiedy nawet o tym tu napisać. A w ostatnich tygodniach widziałam parę bardzo dobrych filmów. Jednak w wolnej chwili, jeśli takowa się znajdzie, zawsze mogę sobie podejrzeć klipy. I trafiłam na ten. Przemilczę lateks w ubraniu głównego bohatera ;-) ( choć płaszcz jest tu bardzo ważny)Sama muzyka bardzo mi się podoba, jest skoczna i podczas słuchania nieustannie podryguję.
środa, 21 października 2009
Amarkalam (1999)
Film widziałam już rok temu, jednak dopiero ostatnia powtórka natchnęła mnie do napisania o nim. Wcześniej jakoś weny nie miałam, czasu chyba też ( tyczy się to również "Paramasivam" oraz wielu innych filmów...) "Amarkalam" obejrzałam z wiadomego względu- gra tu mój ulubiony aktor (Thala *.*, którego to wielbię bezgranicznie, acz nie bezkrytycznie;-)) a dodatkowo zagrał tu ze swoją przyszłą żoną, Shalini, którą to poznał właśnie na planie tego filmu.
Vasu został przedstawiony jako młody- gniewny, doświadczony przez los. Później rozdarty między uczuciem do Mohany a żądaniami Tulasiego. Nie jest to wybitna rola Ajitha, tym bardziej w świetle wcześniejszego "Vaali", jednak nie można odmówić wspaniałego sportretowania uczuć swojego bohatera, drzemiących w nim emocji, które w pewnym momencie eksplodowały ( piosenka "Satham illatha"). Mohana natomiast to zwyczajna dziewczyna, dorastająca w domu pełnym miłości ( i policjantów ;-)). Otacza ją dobrobyt. Pochodzi z całkowicie odmiennego świata. I niewiele więcej o niej wiadomo, prócz dodatkowo tego, że ma dobre serce i pomaga niewidomemu Charliemu.
Plusem jest muzyka. Dobrze wkomponowana w fabułę, oddająca charakter danego fragmentu, w którym pojawia się piosenka. Niestety, nie znalazłam na tubisiu mojego ulubionego klipu z Shalini. Mimo wszystko, jednak nie jest za bardzo w stanie podnieść wartości filmu.
Generalnie, źle nie było. Niedociągnięcia wpłynęły w moim przypadku negatywnie na odbiór filmu, jednak, paradoksalnie, dla Ajitha mogłabym obejrzeć po raz kolejny ;-) Jest coś w roli Vasu, co sprawia, że ciągnie mnie do tego filmu. zdjęcia pochodzą ze strony www.ajithfans.com.
wtorek, 13 października 2009
Sarvam (2009)
Wróciłam ostatnio do swojego starego sposobu wyboru potencjalnego filmu do obejrzenia i bardzo dobrze na tym wychodzę ;-) Gdyby nie on, nie obejrzałabym pewnie prędko "Sarvam". Dobrze też, że na recenzje zerknęłam tylko kątem oka. Film wyreżyserował Vishnuvardhan. Mimo mojego bezgranicznego uwielbienia dla jego Billi z Thalą, miałam niewielkie obawy, iż "Sarvam" będzie przestylizowany. A na całe szczęście jak dla mnie tego nie było. A wręcz przeciwnie. Karthik (Arya) jest wybitnym, młodym architektem. Nie stroni od zabawy. Pewnego dnia na torze poznaje Sandhyę (Trisha Krishnan). Jest to dosyć zabawne spotkanie, ponieważ Karthik będąc niemal pewnym, iż ścigał się ze znajomą, przyjacielsko karci dziewczynę. Zakochuje się w Sandhyi niemal od pierwszego wejrzenia. Od tej pory jego myśli zaprząta tylko ona. A kiedy pojawia się w pobliżu, Karthik słyszy tę melodię ;-) [ tak na marginesie- oryginalna wersja z "Pallavi Anu Pallavi" oraz inna, z "Vaazhkai"] Jest również pewien, że jest to TA dziewczyna. Juz chciałby się z nią żenić, już planuje ich przyszłość, jednak Sandhya początkowo opiera się. Do czasu.
Naushad (Indrajith) samotnie wychowuje synka Imaana (Rohan Shiva). Niemal bezustannie musi na niego uważać, ponieważ chłopczyk ma chore serce. Naushada prześladuje Eashwar (J. D. Chakravarthy), któremu to zawsze towarzyszy rottweiler. Eashwar opętany jest żądzą zemsty, ponieważ jego żona i syn zginęli potrąceni przez Naushada. Eashwar pragnie, by Naushad również poznał ból, jaki odczuwa on po stracie ukochanego dziecka.
W pewnym momencie losy Karthika splotą się z losami Naushada, Imaana i Eashwara... Na samym początku filmu pojawia się wręcz mega spoiler w cytacie, co mnie osobiście bardzo, ale to bardzo zdenerwowało. W sumie wiedziałam już później, jak potoczą się losy bohaterów. I od razu skojarzyło mi się to z "Nenjirukkum Varai", widzianym jakoś w lipcu. To wszystko jednak nie pozbawiło mnie zwyczajnej ludzkiej radości z oglądania. Pierwsza godzina filmu, z wyjątkiem fragmentów z Eashwarem, jest typowo komediowa. Karthik poznaje Sandhyę. Totalnie nią zafascynowany, odwiedza ją w pracy ( Sandhya jest pediatrą i pracuje w szpitalu), czym doprowadza ją do szału. Oświadcza się jej, buja w obłokach. Jest nawet zdolny skoczyć z 9 piętra, by udowodnić swoje uczucie do niej, oraz niebywałą siłę, jaką miał by dysponować ;-) Jego przyjaciele w obawie o jego zdrowie, załatwili mu wizytę u psychiatry. Jego diagnozą było tylko jedno- miłość ;-) Karthik na wszelkie sposoby stara się zdobyć serce Sandhyi, co w końcu mu się udaje. Jego plany i marzenia stają się coraz bardziej realne.
Następna godzina ma już całkowicie inny klimat... Jeśli chodzi o aktorstwo, to zacznę od czarnego charakteru, który zagrał J. D. Chakravarthy. Dla mnie było to totalne zaskoczenie, bo wcześniej widziałam go raczej w odmiennych rolach. Ot, chociażby w "Dubai Seenu". W "Sarvam" to chodząca mroczność. Z postaci Eashwara bije zarówno ogromny gniew, nie znający niemal granic, chęć zemsty ale i totalna bezsilność oraz samotność. I przede wszystkim ból po stracie rodziny. Za wszelką cenę pragnie, by Naushad poczuł chociaż część tego, co on. Nie ma dla niego miłosierdzia, pragnie tylko zemsty. A by to osiągnąć, nie cofnie się przed niczym... Przeciwko niemu staje Naushad. Zagrał go debiutujący w kollywood Indrajith. Zagrał ojca, który desperacko chce ochronić swoje dziecko przed Eashwarem. Walczy również z czasem, ponieważ Imaan jest ciężko chory. Bardzo dobra rola, taka ciepła, ale i silna. Po raz kolejny natomiast zachwyciła mnie całkowicie Trisha. Totalnie uwielbiam ją za AMAV i Abhiym Naanum ( ale bardziej komediowe role również lubię ;-)). Do tej dwójki filmów dochodzi "Sarvam". Jej Sandhya jest uroczą, młodą kobietą, twardo stąpającą po ziemii. Lekarzem, który chciałby uratować każdego, ale nie zawsze jest w stanie. Długo broniła się przed uczuciem, ale w końcu i ją dopadło;) Z jej postaci biło ciepło, wdzięk, urok ale przede wszystkim naturalność i świeżość. I aż trudno mi uwierzyć, że rolę Sandhyi miały zagrać Hansika Motwani, Anushka Shetty, Nila albo Ileana. Dla mnie Trisha była wiarygodna jako Sandhya i idealnie nadawała się do tej roli. Przede wszystkim stworzyła cudowna parę z Aryą ;-)
Najlepsze zostawiłam sobie na koniec ;-) Otóż jestem zachwycona Aryą. Calkowicie i od samego początku aż do samego końca nie mogłam oderwać wzroku od niego. Nie tylko ze względu na wygląd ;-) Co zabawne, jakieś 2 tygodnie temu widziałam "Ullam Ketkume", gdzie właśnie gra Arya ( a był to jego 2 film), a "Sarvam" jest jednym z nowszych, tak więc mam niezłe porównanie. Ha, i może w końcu wezmę się za siebie i napiszę o "Ullam Ketkume", bo nie dość, że występuje tam Arya, to jeszcze Shyam i Laila. A wracając do "Sarvam" ;-) Przede wszystkim postać Karthika jest romantycznym bohaterem, w którym później budzi się heros. Nie będę ukrywać, że bardzo lubię takie role, bo IMHO może nie są zbyt wymagające ( choć bywają wyjątki) ale tym samym dosyć trudne, bo zepsuć taką postać jest bardzo łatwo. Arya nie zepsuł ;-) Był dla mnie bardzo wiarygodną postacią, szczególnie w jednej ze scen, gdzie znajduje się w krytycznej sytuacji, gdzie widać jego bezsilność oraz szok. W tym przypadku uwierzyłam bohaterowi, nie to co w przypadku Naraina w "Anjathey". Jak już wspomniałam, zachwyconam Aryą bezgranicznie, ale nie jestem pewna, czy chcę obejrzeć "Naan Kadavul"...
Prócz świetnego aktorstwa, na wysokim poziomie, piękne są zdjęcia oraz muzyka autorstwa Yuvana. Choć w przypadku tego ostatniego, to zdania w recenzjach były bardzo różne. Dla mnie muzyka była początkowo głównym wabikiem do filmu, później doszli aktorzy ;-) Niesamowite są klipy, kręcone zresztą w różnych miejscach w Indiach, mające na dodatek różnych choreografów. Sutta Suriyana-Chennai studio ( choreografia: Dinesh) Historia odkrywcza nie jest, ale dla mnie podana w sposób idealny, wyważony, gdzie jest miejsce na wszystko- od komedii i romasnu, po dramat i thriller z wartką akcją. A przede wszystkim z wyraziście zarysowanymi postaciami.
niedziela, 27 września 2009
Shwaas (2004)
Filmy marathi coraz to bardziej mnie fascynują. A i nie ukrywam, że potrzebna mi odmiana. Do obejrzenia tego filmu skusiła mnie zarówno tematyka, jak i odtwórca roli lekarza, czyli Sandeep Kulkarni, który to wcześniej poraził mnie swoim występem w "Dombivli Fast".
Pewnego dnia, do gabinetu znanego i cenionego lekarza, dr Milind Sane(Sandeep Kulkarni), przychodzi dziadek Vichare (Arun Nalavade) z wnukiem, Paarshą(Ashwin Chitale). Chłopiec coraz gorzej widzi, przec co musiał porzucić szkołę. A i jest to uciążliwe, nie tylko dla niego. Jego rodzicie postanowili, że trzeba mu zrobić badania w mieście. Chłopiec cierpliwie znosi cały ich trud. Przy ich okazji poznają Asawari (Amruta Subhash) pracownika społecznego. Gdy wszystkie konieczne badania zostają wykonane, diagnoza zaskakuje wszystkich... Nikt nie ma odwagi powiedzieć chłopcu, co go czeka. Nikt- ani dziadek, ani Asawari a tym bardziej Milind. Do czasu...
To kolejny film marathi, który obejrzałam a w którym akcja rozwija się powoli. A i sama taka jest- powolna, niespieszna. Na dodatek film jest bardzo sentymentalny. Cała historia dotyczy tylko i wyłącznie aspektu badań i późniejszego leczenia. Czasem pojawiają się obrazy z rodzinnej wioski dziadka i wnuka, kiedy to poznaje się rodziców Paarsha. Jednak tak naprawdę "Shwass" nie o tym opowiada. Cała ta historia chłopca jest tylko pretekstem do pokazania nie tylko dramatu naszych bohaterów ale i swoistej konfrontacji między zapracowanym lekarzem a zagubionym dziadkiem i wnukiem. Trzeba tu też wspomnieć, że dziadek kompletnie nie zna się na współczesnej medycynie, ma wątpliwości co do diagnozy Milinda i chce konsultacji z innym lekarzem. Dla Asawari, która tą sprawą przejmuje się bardziej niż dr. Sane, jest to oczywisty brak zaufania do lekarza. To na nią spada ciężar poinformowania małego chłopca o sposobie leczenia ale również o diagnozie.
Wyżej wspomniałam, że tempo jest powolne. Idealnie jest współgrane z wewnętrzną walką a może raczej wątpliwościami, jakie targają Vicharem. Z jednej strony jest pośpiech, by jak najszybciej zająć się Paarshą a z drugiej strony dziadek przypomina sobie wszystkie szczęśliwe chwile chłopca w rodzinnym domu. To, jak pomagał matce, jego zabawy ale i również psoty. I zdaje sobie sprawę, że być może się to więcej nie powtórzy. Po seansie pomyślałam sobie, że potrzebny był Sane ten konkretny przypadek, by obudziły się w nim zwyczajne, ludzkie uczucia i odruchy. Że tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy z małych radości, jakich może człowiek doświadczyć, a które są tak ważne w późniejszym życiu. Do tego potrzebny był mu prosty Vichare ze swoim wnukiem.
Aktorstwo jest wyśmienite. Naturalne, wdzięczne. Począwszy od Sandeep, przez Arun aż po dziecięcą postać, czyli Ashwin. Kolejna dziecięca rola, która bardzo mi się podobała. Świetnie pokazał zagubionegop w tym wszystkim chłopaka, który za bardzo nie ma pojęcia o tym, co go czeka. Jest zniecierpliwony, momentami nieznośny i przez to taki prawdziwy. Każdy z aktorów jest ważny, każdy ma swoje miejsce i cel, do którego dąży. Nawet pacjenci w szpitalu, którzy przecież pojawiają się tylko na chwilę, jak i pielęgniarki, salowe. Dzięki temu film nabiera autentyczności, co dodatkowo potęgują wnętrza prawdziwego szpitala. W jednej z recenzji pojawiło się zdanie, jakże prawdziwe ;-) Chyba potrafiłabym sobie to wyobrazić i cały ten nastrój, wydźwięk, jaki jest tutaj pęka jak bańka mydlana. "Imagine how such a theme would be conveyed in the average Bollywood production. A Sunny Deol, a Sanjay Dutt, or, if the banner were big enough, an Amitabh Bachchan would stand in a crowded hospital lobby, carrying the inflicted child. Eyes glaring, nostrils flaring, they would shake their fists in the air and threaten to tear apart the entire hospital if their child wasn´t treated immediately." W "Shwaas" jest pewna delikatność, subtelność, poetyka. A przede wszystkim prostota i szczerość, skłaniająca tak naprawdę do refleksji. Co więcej, gdzieś wygrzebałam informację, jakoby film bazował na prawdziwej historii, która wydarzyła się w Pune, w 1992r. Film wzruszył mnie niesamowicie. Nie sposób było mi się oderwać od oglądania.
sobota, 26 września 2009
Bees Saal Baad (1962)
Ten film już od jakiegoś czasu miałam na liście "must-see". Ostatnio natomiast trafiłam na "Darling" gdzie wykorzystano wersy z jednej piosenek "Kahin deep jale kahin dil". No i postanowiłam, że nie ma co seansu odkładać. A poza tym ostatnio mam ochotę na starsze filmy ;-) No i Biswajeet dodatkowo mnie przyciągnął do tego filmu ;)
Film bardzo mi się podobał, tak jak i odtwórcy głównych ról. Biswajeet po raz kolejny mnie zauroczył ( wcześniej w "Yeh Raat Phir Na Aaygi"). Natomiast całkowicie zachwycona jestem rolą Waheedy.
Niewinność flirtowania, niebanalny humor jej postaci plus cała atmosfera filmu przykuwa. A co najważniejsze- Biswajeet i Waheeda świetnie do siebie pasowali w tym filmie, było czuć swoistą filmową "chemię".
A tak na marginesie- jak to dobrze w końcu mieć neta :)
|
Ostatnie notki
Zakładki:
Bolly,Kolly,Tolly i reszta
Kontakt
Oni też piszą
Ulubione sklepy
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||