Image and video hosting by TinyPic Image and video hosting by TinyPic Image and video hosting by TinyPic
Mój świat, czyli to, co aktualnie mnie interesuje. To, czemu poświęcam swój czas. Wszystko się zmienia więc i ja też.
poniedziałek, 22 marca 2010
Unnidathil Ennai Koduthen (1998)

Nie będę ukrywać, że gdyby nie SA Ajitha, pewnie prędko bym tego filmu nie obejrzała. Bo kiedyś by to pewnie nastąpiło, znając moje zapuszczanie się w różne tereny ;-)

,,Unnidathil Ennai Koduthen" to historia złodziejaszka, Selvama (Karthik) i jego kumpla, którzy kradną co popadnie.

Pewnego dnia otrzymują zlecenie zorganizowania posągu Ganeshy. Uciekając przed wieśniakami, trafiają do domu, gdzie mieszka Radha (Roja). Gdy zarówno ona, jak i towarzyszące jej dzieciaki, orientują się, że mają w domu złodziei, postanawiają urządzić im areszt domowy. Przez te 3 dni Selvam coraz bardziej interesuje się Radhą. Jednak po 3 dniach do domu powracają właściciele i Radha wypuszcza ich na wolność. Nie wie jeszcze, że te 3 dni zaważą na jej losie i to w sposób nieoczekiwany...

Cała historia kręci się wokół Karthika i Roji. Postać Ajitha jest ograniczona do minimum, choć jak na SA, jest go na ekranie dosyć dużo ;-) Selvam to złodziej, który powraca na drogę dobra i uczciwego życia. Niestety, jego przeszłość jest dla niektórych osób powodem do poniżania go i mylnego odbierania jego czynów... Trudno im uwierzyć, że złodziej może przestać kraść. Jednak Selvam staje się naprawdę dobrym człowiekiem i oddanym przyjacielem. A droga do tego stanu była ciężka, bo Selvam wcześniej znał tylko życie złodzieja. Przemiana dokonała się za pomocą Radhy i jej rad. Prostych, ale skutecznych.

Było to moje pierwsze filmowe spotkanie z Karthikiem, bo Roję widziałam już wcześniej w ,,Mayavai", choć kompletnie jej tam nie pamiętam ;-) Co prawda zagrali może zbyt ckliwie, choć i sam film taki jest. Melodramatyczny i ckliwy, ale mimo to fajny. Oczywiście, jeśli akurat ma się nastrój i ochotę na tego typu film. Ale podobali mi się. Z Karthikiem mam jeszcze parę filmów, tak więc szykuje się dłuższa znajomość ;-) I będę miała okazję zobaczyć jego debiut, w z którego pochodzi ten klip. Wracając jednak do filmu, bohaterowie stworzyli uroczy trójkącik ;-)

Selvam to poczciwa osoba, której jednak nikt nie docenia i nie szanuje. Pisząc ,,nikt" mam na myśli rodzinę Radhy... A jej macochę z siostrzyczką i jej mężem miałam ochotę potraktować czymś cięższym. Tak puste i irytujące postaci to były. I interesowne, ciągle knujące i spiskujące. I mające wielki wpływ na innych. Dla których liczą się tylko pieniądze, pozycja i wpływy.

Radha to niewinna dziewczyna, która nie zawsze ma łatwo. Nie znała swojego ojca a po śmierci matki została sama. Na szczęście odnalazła go, ale prawda o jego postępku względem jej matki zaskoczyła ją. Jednak on nie odwrócił się od córki, lecz zataił prawdę o tym, co ich łączy...

Ajith zagrał brata ciotki, Sanjaya, który powraca do domu zza granicy. Ojciec Radhy planuje, że zostaną oni małżeństwem, jednak czy tak naprawdę się stanie? Czy Radha będzie pasowała do świata Sanjaya?

Bardzo fajne były wszelakie smaczki i cytaty muzyczne. Pojawia się i ,,Unnai Paartha Pinbu Naan" z Ajithowego Kadhal Mannan, które jest pokazywane w tv tak jak i ,,Enake Enaka" z Jeans, ,,Thillana Thillana" z Muthu, ,,Nee Varuvai ena naan irunthen" z Sujatha, które Radha śpiewa, zaczepiona przez dziennikarzy z telewizji. Piosenka, którą Karthik śpiewa, jest jeszcze dla mnie zagadką ;-) Pojawia się i klasyka, w postaci ,,Andru Vanthathum Ithei Nila Indru Vanthathum" z MGRowego Periya Idathu Penn.

Podczas oglądania filmu miałam nieustanne skojarzenia z teluskim ,,Nava Vasantham". I teraz doskonale widać, skąd twórcy mogli czerpać inspirację ;-)

Podsumowywując- całkiem przyjemne filmidło. Wzruszające ale i podnoszące na duchu.

wtorek, 16 marca 2010
Avunu Valliddaru Ista Paddaru (2002)

Anil (Ravi Teja) od dłuższego czasu szuka pracy. Gdy ma możliwość zatrudnienia się jako strażnik, nie waha się ani chwili. Pojawia się tylko mały problem - nie ma mieszkania. Niedaleko jego miejsca pracy jest małe osiedle ze specyficznymi mieszkańcami. Jeden z nich zgadza się wynająć mu pokój, ale pod jednym warunkiem - będzie go zajmować tylko w ciągu dnia, gdy Swathi (Kalyani ) jest w pracy.

Po jakimś czasie Swathi zauważa, że nie mieszka sama. Anil zostawił jej list, w którym przeprasza za stłuczenie figurki. Od tej pory Swathi i Anil piszą do siebie listy, powoli się w sobie zakochując. 
Tymczasem do domu naprzeciwko wprowadza się Anand (Prasanna), którego Swathi zaczyna intrygować a po pewnym czasie chce się z nią ożenić. 
Kogo Swathi wybierze - bogatego Ananda, na co przystaje jej rodzina, czy ubogiego ale kochającego ją Anila?

Ravi Teja jest jednym z moich ulubionych południowych aktorów. Ma w sobie coś takiego, co przyciąga do ekranu. Jest również istnych kameleonem- kiedy trzeba potrafi zagrać poważne, dramatyczne role oraz te zwyczajne ,,ludzkie". W roli komedianta spisuje się równie znakomicie. Do tej pory pamiętam, jak się śmiałam podczas ,,Vikramarkudu", pierwszego filmu, w którym widziałam Raviego. Dammare! C o do poważniejszych ról, to tutaj wręcz trzeba wspomnieć o ,,Shock". Jeszcze wiele filmów przede mną, bo lubię sobie dawkować przyjemności a nie oglądać wszystko od razu :) W ,,Avunu Valliddaru Ista Paddaru" Ravi nie jest szalonym komediantem, tylko właśnie takim zwyczajnym, wesołym facetem. Zupełnie inaczej mówi, tak jakoś spokojniej. W każdym bądź razie- inaczej, niż w filmach, które z nim widziałam. Nie będę ukrywać, że Ravi ponownie mnie swoją rolą zauroczył. Idealnie uzupełniał się z Kalyani, która grała główną bohaterkę. Aż miło się na nich patrzyło, tak zgraną parę tworzyli, początkowo ,,korespondencyjną". Mimo, że mieszkali w tym samym pokoju, na pewnych warunkach, to długo się nie widzieli. Ich gra jest tak naturalna i ,,klasyczna".

Do aktorstwa i klimatu idealnie pasuje muzyka. Zresztą w tym filmie wszystko do siebie pasuje ;-)

Jeśli ktoś lubi zwyczajne, obyczajowe filmy, ze szczyptą humoru to "Avunu Valliddaru Ista Paddaru" mogę polecić. Niestety, w pierwszej części jest kilka momentów, gdzie panoszą się po ekranie ,,bardzo śmieszni panowie", ale da się to przeżyć ;-).

To film w takim trochę starym stylu. W ciekawy, zmysłowy sposób pokazuje związki damsko-męskie, dojrzewanie do pewnych spraw oraz to, na ile osoba kochające może się poświęcić dla drugiej osoby. No i zwyczajne trudy życia. To taki obyczajowy, niesłychanie podnoszący na duchu film. Ciepły, pozytywny ale i troszeńkę dramatyczny film. Jest tu i komedia, dramat, jak już wspomniałam, romans, ale wszystko to jest w idealnych proporcjach. Nawet ci śmieszni panowie w ogólnym rozrachunku tak jakby mniej drażnią.

Ten typ prowadzenia historii bardzo mi się podoba. I pewnie niedługo sięgnę po inny film reżysera AVIP, czyli Vamsiego, czyli ,,Ladies Tailor" oraz po jego najnowszy film ,,Gopi Gopika Godavari". Jednak to wszystko w swoim czasie.

piątek, 12 marca 2010
Kadalikka Neramillai (1964)

Jak na razie, jest to mój najstarszy południowy film. Na razie ;-) Kilka innych tamilskich filmów mam juz na oku, na szczęście są z napisami. Ostatnio zaczynam przełamywać się do oglądania w wersji oryginalnej, bez napisów :)

Historia zakręcona jest jak ruski stolik a postaci dosyć długo mi się mieszały. Historia przedstawia się mniej więcej tak:

Ashok (Ravichandran) pracuje dla Vishwanathana (T.S. Balaiah). Ashok jest pyskatym i osobliwym osobnikiem, ale sprawia, że ciężko się oderwać od ekranu ;-) Jest bezpośredni i nie owija w bawełnę, ale lubi się również przechwalać. Jak się okaże, pewnego dnia nawymyśla i nawychwala się córkom swojego szefa, Kanchanie i Nirmali. Te, zaraz po przyjeździe do domu żądają od ojca zwolnienia go. Vishwanathan w końcu im ulega (po małym szantażu, że przestaną jeść;-)) i Ashok zostaje zwolniony, nie bez protestów ,,formalnych" z jego strony.

Jest w stanie długo walczyć o swoje prawa.

Jednak, jak już wcześniej wspomniałam, Ashok to osobliwa postać i walcząc o swoje prawa, postanawia protestować- rozbija namiot niedaleko posesji Vishwanathana ;-) A potem pojawia się świetny klip, w którym Ashok protestuje przeciwko niesprawiedliwości. Na szczęście jest na youtubie, ale tak zakamuflowany, że nie mogłam od razu na niego trafić.

Tak się jednak składa, że Ashok i Nirmala po jakimś czasie zakochują się w sobie (kto się czubi, ten się lubi?:-))jednak zarówno ona ale głównie jej ojciec, chcą kogoś z odpowiednią pozycją społeczną. I tu Ashok wpada na szalony plan i nieodzowna okaże się tu pomoc jego przyjaciela Vasu (R. Muthuraman) ^^ Powiem tylko to, że to istne szaleństwo ;-)

,,Kadalikka Neramillai" to świetna komedia, bez dłużyzn, zbytnich schematów i z wartką i zakręconą akcją. Może momentami trochę irytujący był syn Vishwanathana, Chellappa (Nagesh) ze swoją maniakalną wręcz chęcią nakręcenia filmu. Zresztą znalazł już odpowiednią bohaterkę, Meenę, którą uczy grać. Może i jest trochę męczący, ale mimo to, po pewnym czasie, jest uroczy.

Ten film jest po prostu przezabawny. Mamy tu i romans, fajnie pokazany i oczywiście masę, po prostu masę naprawdę śmiesznych akcji. Nie ma tu postaci, która by sama skradła całe show, wszyscy idealnie się uzupełniają. Z ekranu bije świeżość i wdzięk. W bardzo ciekawy sposób połączono dwie generacje- młodych ludzi i tych trochę starszych. Nie ma tu zbyt wielu moralizatorskich tekstów czy innych podobnych rzeczy. Jest zabawa. I świetne dialogi- humorystyczne i takie prawdziwe. Są i piękne teksty piosenek.

Ravichandran jako Ashok jest kapitalny. Swoim łobuzerskim sposobem bycia potrafi zauroczyć całkowicie. I najbardziej mi się podobał z całej obsady. A Muthuraman niejako sprawił, że chyba prędzej niż miałam zamiar, obejrzę ,,Server Sundaram". Panie nie są w tyle za panami, o nie. Tez są zadziorne, zawadiackie i wesołe. Ogólnie przyznać muszę,. że obsada jest wyśmienita i słowa niekiedy nie oddają charakteru postaci. To trzeba po prostu zobaczyć samemu. Aktorom nie można odmówić talentu komediowego.

Muzycznie jest bardzo dobrze. Wyżej pojawiły się już 2 z 4 dostępnych klipów na youtubie. Już pierwsza piosenka, która zresztą otwiera film, daje przedsmak, jakiego klimatu można się spodziewać. I mamy tu okazję poznać nie Ashoka, ale Vasu, który radośnie pląsa z Kanchaną.

Ostatnią piosenką, która jest dostępna, jest ,,Anubavam Puthumai".

Muszę tu przyznać, że muzyka bardzo mi się podoba i ostatnimi czasy coraz częściej i chętniej przesłuchuję sobie tamilskie starocie. Ten klimat wciąga ;-)

Film był hitem i nie dziwota, że powstał remake w hindi pt. ,,Pyar Kiye Jaa". I bardzo chętnie go obejrzę, mimo tego, że pierwowzór urzekł mnie całkowicie, bo rolę Ashoka gra Shashi. I z tego, co widziałam w klipie ,,protestacyjnym" jest dokładnie taki, jakiego lubię ;-) Najpierw jednak muszę się za nim rozejrzeć, bo go nie mam.

wtorek, 23 lutego 2010
April Mathathil (2002)

Jak juz wiele razy wspominałam, lubię filmy o tematyce ,,szkolnej", często uważanej za niezbyt poważną... Mnie to jednak nie przeszkadza ;-) Co kto lubi. Tym razem trafiłam na film z moją ulubienicą, Snehą i Srikanthem.

Kathir (Srikanth) pochodzi z biednej rodziny. Marzy o tym, by móc się dalej kształcić. Dzięki uczennicom jednego z żeńskich collegów, udaje mu się zebrać potrzebną kwotę na naukę. Jedna z dziewczyn, Nimmi (Gayatri Jayaram)zakochuje się w chłopaku, jednak ten prosi ją, by poczekała z deklaracjami, aż skończy naukę.
W collegu zaprzyjaźnia się z jedną z najładniejszych dziewczyn, Shwethą (Sneha). Każdy myśli, że są parą, jednak oni uparcie twierdzą, że łączy ich tylko przyjaźń, ukrywając to nawet przed sobą...

Nie ma co ukrywać, że jest to film młodzieżowy, w którym romas wręcz wisi w powietrzu. Nie jest to wielki kamień milowy w kinie tamilskim. Raczej, podobnie jak ,,Manasundi, Kaani!" film na leniwe popołudnie tudzież wieczór. Romantyczne i przyjemne filmidło, Historia chyba się spodobała, bo film był wielkim hitem. Trzeba również tutaj wspomnieć, iż był to debiut S. S. Stanley'a, reżysera tegoż filmu.

Czasem lubię obejrzeć niezbyt skomplikowane historie, jednak podane w ciekawy sposób. Nie nużące, bynajmniej. Jest tu wszystko to, co powinno znaleźć się w tego typu filmach- pokazanie życia młodzieży, ich zwyczajów, radości i smutków. Pokazanie rodzenia się przyjaźni pomiędzy dwoma różnymi osobami, których, zdawałoby się, że dzieli wszystko. A tu pięknie widać, że w przyjaźni nie ma podziałów. Uczucie rodzące się pomiędzy Kathirem a Swethą pokazane jest w sposób bardzo subtelny i uroczy. Zresztą w tym filmie nie ma ,,przegadanych" rzeczy. Może momentami wątek komediowy trochę może znużyć, ale mimo wszystko jest równie uroczy, co pozostałe. ,,Cycle Jackson" momentami jest rozbrajający ;-) Jest również trochę dramatu...

Sneha jak zwykle prezentowała się świetnie, to po prostu piękna kobieta i zdolna aktorka. Tutaj zagrała niezwykle przyjazną, mądrą i uczuciową, ciepłą dziewczynę, wrażliwą na innego człowieka, To ona, a nie Kathir zauważyła zmieszanie jego brata, gdy wokół wszyscy jedząc posługiwali się sztućcami, a biedny Balu nie wiedział, do czego służą...  Jestem Snehą zachwycona, bo rola mogłaby się wydawać niezbyt skomplikowana, a ona wniosła tyle ciepła do niej. Srikant idealnie do niej pasował. Razem stworzyli udaną parę.

Muzyka wpada w ucho, ale to nic dziwnego, skoro jest za nią odpowiedzialny nikt inny, jak Yuvan Shankar Raja ;-)

Najbardziej chyba lubię tę

Film ogólnie sprawia wrażenie takiego w ,,starym stylu", choć trudno mi to dokładnie opisać. Świetnie się na nim bawiłam. Taak, uwielbiam filmy tamilskie ;-)

S. S. Stanley to ciekawy reżyser a następnym punktem programu pewnie będzie ,,Pudhukkottaiyil irunthu Saravanan".

niedziela, 21 lutego 2010
Manasundi, Kaani! (2006)- serce jest tu...ale

Chciałam sobie obejrzeć coś lekkiego i przyjemnego, bo byłam wykończona egzaminami. Sesja jeszcze się u mnie nie skończyła co prawda, ale trochę przyjemności człowiekowi się należy ;-)

I poszukując czegoś idealnego na taki seans, trafiłam na ,,Manasundi, Kaani!". Film jest w  telugu, choć w filmografii zarówno Meery Jasmine jak i Srikantha widnieje tylko tamilski tytuł, czyli ,,Mercury Pookkal". Żeby było zabawniej, w czołówce miast ,,Srikanth" pojawia się ,,Sriram" ;-)

Karthik (Srikanth) skrycie marzy o Nishy, koleżance z collegu. Tej zaś, taki adorator tylko pochlebia oraz traktuje go jako ciekawostkę ;-) Ale lubi go. Pewnego dnia do ojca Karthika przyjeżdża Rathnam, prosić go o pomoc w znalezieniu odpowiedniego męża dla jego córki, Umarani (Meera Jasmine). Rathnam darzy go zaufaniem , bo jest jego przyjacielem. Chce męża dla córki, który pozwoli jej się dalej kształcić i będzie o nią dbał. Tak się zdarza, że idealnego kandydata widzi w Karthiku. Po ślubie młodzi nie ukrywają wzajemnej niechęci. Jednak do czasu. Wtedy okazuje się, że Rathnam, widząc, jak córka jest nieszczęśliwa, zabiera ją do domu...

Jest to zabawny film, który pokazuje, jak żona może zdobywać powoli męża, niby robiąc wszystko przypadkiem. Pierwsza godzina filmu to nie tylko dramat dziewczyny, wydanej za mąż mimo, iż tego nie chciała, ale i dramat Karthika, którego marzenia o związku z Nishą legły w gruzach. To też pokazanie jak zdobyć faceta ;-) Wszystkie sceny z udziałem kokietującej Karthika Umy są bezbłędne i zabawne. A Karthikowi trudno utrzymać spokój, gdy widzi mokrą Umarani, która w jego obecności zaczyna rozbierać się z mokrego sari. Jego wzrok kieruje się mimowolnie na odkryte przez powiew z wiatraka nogi żony a kiedy widzi, że ta spina dokładnie sari agrafką i przykrywa stopy kocem- widać po jego minie, że nie za bardzo mu się to podoba;-) To trzeba po prostu zobaczyć na własne oczy i usłyszeć, bo dogryzają sobie również pierwszorzędnie. To czysta komedia. Po pewnym czasie zaczyna się o nią na swój oryginalny sposób troszczyć i ratuje ją przed napastliwym pasażerem autobusu.

Przede wszystkim miło było zobaczyć Meerę w takiej komediowej i ciekawej roli. W ,,Thirumagan" momentami była szwarc babą ale wcześniej widywałam ją generalnie w poważniejszym repertuarze bądź też, niestety, w rolach, które nie były zbyt interesujące. Tutaj byłam zaskoczona i zauroczona jej talentem komediowym. Srikantah widziałam już w różnorodnych filmach, ale również i w jego przypadku jestem zauroczona. W ,,Manasundi, Kaani!" jest zabawny, rozbrajający ale i szorstki, męski.

Muzyka bardzo ciekawa, część klipów również. Poniżej wkleję jeden z klipów, w wersji tamilskiej, gdyż telugu niet

Generalnie, to dosyć lekki, przyjemny film, ale i szczyptę dramatu również ma ;-) Świetny wybór na leniwy wieczór.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15